Wydawałoby się, że 15 lat po upadku komunizmu wszyscy nauczyli się już, że biznes polega na tym, że klientom oferuje się to czego oni oczekują i traktuje się ich z szacunkiem. Okazuje się, że nie jest to wcale wiedza tak powszechna - cały czas spotykam się (i zapewnie nie tylko ja) z sytuacjami rodem z 'Misia' albo 'Zmienników'. Więc może czas zacząć popularyzować wiedzę o tym jak należy (i jak na pewno nie należy) traktować klientów.
Kategorie: Wszystkie | Bingo | Humor | Idea | Skucha
RSS
niedziela, 22 czerwca 2008
Jak zdejmowałem SIMlocka

W ciągu ostatnich kilku lat chyba wszyscy przywykliśmy do telefonów komórkowych - w końcu według najnowszych statystyk aktywnych 'komórek' jest już w naszym kraju więcej niż obywateli. Przywykliśmy też już do modelu, w którym telefon kupuje się za złotówkę, a koszt jego zakupu spłaca się potem w abonamencie. W sumie nie jest to chyba taka zła opcja, skoro większość ludzi się na nią decyduje. I większość z nas wie, co oznacza magiczne słowo SIMLock, pozwalające operatorom komórkowym utrudniać ucieczkę klientów do konkurencji.

Jak zapewne większość czytelników wie, istnieją 2 podstawowe sposoby na zdjęcie SIMlocka. Pierwszy, nazwijmy go 'półlegalny' polega na skorzystaniu ze stosownego oprogramowania lub usługi specjalizowanego punktu i pozbycie się blokady bez wiedzy firmy, która tą blokadę założyła. Kosztuje to zwykle kilkadziesiąt złotych (cena zależy od modelu telefonu) i można tego dokonać w każdej chwili - nawet następnego dnia po zakupie telefonu. Druga metoda, to skorzystanie z usług operatora, który ową blokadę założył - zwykle kosztuje to kilkaset złotych w okresie, na który zawarto umowę, której częścią była sprzedaż zablokowanego telefonu. Ale za to jak umowa już wygaśnie, zdjęcie SIMlock'a odbywa się gratis.

Kilka lat temu, jak tylko pojawiła się na rynku usługa BlueConnect, kupiłem sobie modem UMTS, który w międzyczasie zestarzał się trochę technologicznie, a w dodatku nie współpracuje z moją Makówką (jak go kupowałem, miałem jeszcze PC-ta). Ale z racji tego, że umowa dawno się skończyła, a za zdjęcie blokady panowie z budki zażądali ode mnie 150 PLN, postanowiłem skorzystać z bezkosztowej opcji zdjęcia blokady oferowanej przez operatora, który mi ten modem sprzedał. Stare przysłowie mówi, że jak coś jest za darmo, to zwykle wychodzi bardzo drogo, co oczywiście i tym razem się sprawdziło. A wszystko było tak:

Wizyta pierwsza

Do salonu firmowego udałem się z modemem oraz dokumentem tożsamości - wydawało się, że to wystarczy. Po odczekaniu stosownego czasu w kolejce (nie było tak źle - czekałem max. 5 minut) udałem się do sympatycznego pana, który poinformował mnie, że aby zdjąć za darmo SIMlock'a, muszę się wykazać dokumentem zakupu modemu - bo w końcu operator musi skądś wiedzieć, że umowa już się skończyła i zdjęcie blokady należy się gratis. Nie szkodzi, że modem kupiłem od tego samego operatora, z nim zawarłem umowę, a później, po upływie dwóch lat tą umowę rozwiązałem. Wydawałoby się, że skoro umowy już nie ma, a modem jest, to oczywistym jest, że zdjęcie blokady się należy za darmo. Niestety - nie dla wszystkich jest to takie oczywiste i trzeba się udać do domu po fakturę zakupu (aż się boję pomyśleć co by było, gdybym tą fakturę np. zgubił).

Wizyta pierwsza i pół

Na szczęście okazało się, że w salonach firmowych pracują ludzie, którzy myślą i starają się pomóc klientowi. Pan, z pomocą drugiego pana, w jakiś sposób wyszukał w systemie moją fakturę zakupu feralnego modemu (na szczęście kupowałem bezpośrednio od operatora, a nie od jakiegoś przedstawiciela, bo wtedy manewr by się nie udał). Po obejrzeniu faktury pan stwierdził, że rzeczywiście zdjęcie SIMlock'a mi się należy gratis i przystąpił do realizacji stosownej procedury. Kiedy już myślałem, że za 5 minut będę posiadaczem uwolnionego modemu, okazało się, że teraz system musi mi wygenerować 'numerek', który pozwoli na zdjęcie SIMlock'a. Oczywiście generowanie numerka nie odbywa się od ręki i może potrwać ok. tygodnia. Na szczęście, jak już system upora się z tym arcytrudnym zadaniem, to otrzymam o tym powiadomienie SMSem i będę mógł się ponownie pojawić w salonie

Wizyta druga

Zgodnie z obietnicą - system po 5 dniach wygenerował numerek, a ja dostałem informację, że numerek czeka na mnie w salonie firmowym i mogę tam pojechać. Więc kolejnego dnia pojawiłem się w salonie, odczekałem swoje w kolejce (tym razem miałem mniej szczęścia i czekanie zajęło mi 40 minut) i stanąłem oko w oko z Wielkim Zdejmowaczem SIMlock'ów. Pan Zdejmowacz postukał w klawiaturę systemu, wziął do ręki małą karteczkę i długopis, zapisał na niej magiczny numerek i ową kartkę wręczył mi. Do tego poinstruował, jak z wykorzystaniem owego magicznego numeru zdjąć sobie blokadę samodzielnie. Okazało się, że potrzebny jest do tego komputer, do którego można taki modem podłączyć (jak na początku wspomniałem - blokadę chciałem zdjąć właśnie dlatego, że takiego komputera nie posiadam, więc modem mi nie jest potrzebny, a bez blokady sprzedaje się go o wiele łatwiej) oraz karta SIM operatora innego niż ERA GSM (bo jak się podłączy modem z kartą innego operatora, to dopiero wtedy aplikacja pyta o numerek i zdejmuje blokadę). Oczywiście w salonie nikt mi blokady nie zdejmie, bo oni nie mają ani takiego komputera, ani tym bardziej karty SIM innego operatora (co akurat dziwne nie jest).

Przemyślenia na koniec

Jak widać, nawet trzy wizyty w salonie firmowym nie wystarczą, żeby zdjąć SIMlock'a z dawno nie używanego modemu. Co więcej - jak się ktoś przyjrzy tej całej procedurze, to nietrudno zauważyć, że ostatnia wizyta w salonie jest zupełnie niepotrzebna (w końcu numerek mogliby przysłać SMSem razem z instrukcją jak go użyć). Tak naprawdę, jeśli byłaby to procedura, na której operatorowi zależy, to można by było zrezygnować z jakichkolwiek wizyt w salonie firmowym i załatwić wszystko przez hotline (skoro da się tak przedłużyć umowę i zmienić taryfę, to nie widzę przeszkód aby pozbyć się w ten sposób SIMlock'a - przez cały czas żaden pracownik salonu firmowego nawet nie wziął do ręki mojego modemu). Tyle, że zdejmowanie SIMlock'ów to nie jest coś, na czym operator zarabia - więc woli na tym tracić - zarówno reputację i klienta, który taką próbę podejmie (i co gorsza jeszcze może o tym napisać na blogu), jak i czas swoich pracowników (3 wizyty x kilkanaście minut każda). Niestety nie wiem, jak jest u innych operatorów (może ktoś przećwiczył i napisze w komentarzu?), ale ja po dwóch wizytach (jednej na szczęście udało mi się uniknąć) w dalszym ciągu mam nieodblokowany modem, a koszty już chyba przekroczyły 150 PLN, które oferowali panowie z budki (a jeszcze pewnie można było się potargować). Tak więc drogi czytelniku - jeśli ktoś Ci wmawia, że coś zrobi dla Ciebie za darmo, to nawet jeśli jest to duża i poważna firma - miej się na baczności.

13:41, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 listopada 2007
Instrukcja

Kilka dni temu padły mi słuchawki - jedna (a dokładniej lewa) przestała odtwarzać jakiekolwiek dźwięki. Próba znalezienia serwisu, który by je naprawił nie powiodła się. W dodatku budowa słuchawek pozwala przypuszczać, że sa nierozbieralne, a co za tym idzie - nienaprawialne.

W związku z tym zacząłem poszukiwać nowego gadżetu do kolekcji. Jak się zorientowałem, ze na topowy produkt firmy Bose mnie nie stać, zacząłem szukać czegoś tańszego, ale z funkcją tłumienia hałasu zewnętrznego (pracuje w bardzo gadatliwym towarzystwie). W końcu w dużym sklepie z elektroniką znalazłem coś w sam raz na moją kieszeń - słuchawki firmy Philips za jedyne 169 PLN.

Kupiłem, schowałem do plecaka i udałem się do domu. A domu rozpakowałem i postanowiłem zapoznać się z instrukcją obsługi - jest załączona w języku polskim. Ponieważ nie jest duża - pozwalam sobie załączyć skan - w jakości prawie wiernie odpowiadającej oryginałowi

Dla wyjaśnienia - instrukcja ma rozmiar ok. 6x8 cm i jest w języku polskim. Nie zawiera ani słowa na temat tego jak słuchawki podłączyć do różnych urządzeń (w zestawie są 2 przejściówki - do dużego jacka i wejścia samolotowego), jak uruchomić tryb aktywnego tłumienia dźwięku zewnętrznego, jak wymienić baterię, etc. Ale za to jest napisane, że IMPEDANCE to impedancja, a CABLE LENGTH to długość kabla. W dodatku całość to żałosnej jakości kserówka (a może nawet faks, sądząc po rozdzielczości). Trochę dziwne, że firma Philips nie wstydzi się sprzedawać słuchawek za taką kasę, dodając instrukcję tej jakości. Choć podejrzewam, że to wina nie tyle koncernu, co polskiego przedstawiciela - ale jakby na to nie patrzeć, marka na tym cierpi.

Aha - mimo takiej jakości instrukcji - same słuchawki grają bardzo dobrze.

21:00, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (7) »
niedziela, 29 kwietnia 2007
Zaktualizuj oprogramowanie swojego telefonu

Takiej właśnie treści maila dostałem kilka dni temu od Clubu Nokia. Właściwie od początku mojej przygody z 'komórkami' byłem związany z tą firmą, a że jakiś czas temu okazało się, że z kartą Nokia Club mogę otrzymać zniżki w kilku sklepach (i kinach), to się zapisałem.

No i jak się zapisałem, to dostaję różne maile w stylu 'Kup sobie nowy dzwonek z przebojem Britney Spears' i inne podobne. Ale kilka dni temu okazało się, że mogę sobie zrobić upgrade oprogramowania - ponieważ telefon jest dość stary i często się wiesza, to się trochę napaliłem.

Kliknąłem w odpowiedni link i pierwsza niespodzianka - na stronie muszę wybrać jeszcze raz mój model telefonu. Dziwne, bo w korespondencji od Nokia Club'u zawsze na górze znajduje się informacja o tym, jaki aparat posiadam (jest nawet jego fotka). Więc wydawałoby się, że można by było zrobić tego linka tak, aby trafiał już pod upgrade oprogramowania do mojego modelu telefonu.

Ale po chwili wszystko się wyjaśniło. Otóż do mojego modelu upgrade'u nie ma ma. Jest to kilkudziesięciu innych modeli i gdybym chciał sobie zupgrade'ować oprogramowanie to mogę iść do sklepu, kupić nową Nokię i jeszcze raz wejść na stronę z aktualizacją oprogramowania. A moja Nokia 9500 będzie się wieszać dalej i maila z Nokia Clubu wysłał do mnie zapewne jakiś zwolniony przez Nokię pracownik, żeby zrobić na złość klientom firmy. Albo jakiś bezmyślny pracownik, który osiągnął podobny cel. Teraz przynajmniej wiem, że użytkownicy innych modeli mogą sobie zrobić upgrade jak im się telefon często wiesza - ja nie mam takiej możliwości.

Aha - na szczęście mam też drugi aparat - trochę nowszy i się nie wiesza. No i oczywiście do niego mogę zrobić aktualizację oprogramowania - ale to pewnie dlatego, że go jeszcze nie zarejestrowałem w Clubie Nokia. Więc póki co nie podaje jaki to model, bo ktoś z Nokii trafi na bloga, przeczyta i mi zablokuje możliwość upgrade'u.

PS. Wiem, że dawno mnie tu nie było, ale postaram się już być. Na razie pewnie nie obiecuję, że częściej niż raz w tygodniu - mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

16:30, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (4) »
środa, 14 marca 2007
Opakowanie też się liczy

Nie wiem, jak wy, ale ja czasem jak coś kupię, to potem mam problem z opakowaniem, w którym to dostałem. Doskonałym i w pełni powtarzalnym przykładem firmy, której opakowań nie lubię jest Logitech .

>

Myszka Logitech

Firma produkuje bardzo fajne akcesoria komputerowe - sam mam w domu myszkę, kamerę, słuchawki, mikrofon i kierownicę Logitecha (a może i coś jeszcze, tylko teraz nie pamiętam). I z wszystkich tych produktów jestem zadowolony - ale dopiero w momencie jak się pozbędę opakowania. Bo niestety - jakiś sprytny marketingowiec w tej firmie założył, że opakowania należy produkować takie, by dobrze eksponowały się na półkach sklepowych. Czyli najlepiej duże, świecące i plastikowe. Problem zaczyna się jednak po powrocie do domu z zakupów - po rozpakowaniu nowego gadżetu okazuje się zwykle, że kosz na śmieci jest pełny - i to bez względu na to, czy zakup dotyczył mikrofonu, myszki czy słuchawek - opakowania są robione tak, że po wyjęciu produktu dalej zajmują mnóstwo miejsca i nie ma sposobu, żeby takie opakowanie w prosty sposób 'skompresować'. Oczywiście dodatkowa kwestia nie wzięta pod uwagę przez firmę, to wpływ takich opakowań na środowisko. Właściwie prawie wszystkie robione są z plastiku, a dodatku ze względu na słabą kompresowalność zajmują mnóstwo miejsca na wysypisku. Dla porównania - opakowanie zwykłej myszki za 20 PLN, do kupienia w Saturnie, to najczęściej proste tekturowe pudełko + foliowa torebka. A wydawałoby się, że to firmy oferujące produkty z wyższej półki powinny brać pod uwagę wygodę użytkownika oraz względy wpływu produktów na środowisko.

Na koniec - dla porównania - opakowanie myszki, której używam w tej chwili. Proste, małe, tekturowe, łatwo kompresowalne. Tyle, że tak ładne, że szkoda wyrzucić.

Myszka Apple

08:19, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (15) »
niedziela, 21 stycznia 2007
Nie potrzebujemy usłużnych pracowników

Okazuje się, że nawet w czasach, gdy wiele firm stawia na obsługę klienta (pisałem o tym w notce o SouthWest Airlines ), znajdzie się czarna owca, która postanowi przechytrzyć konkurencję i zadziałać zupełnie inaczej.

Firma Makro Cash and Carry postanowiła postawić na nieusłużny personel (co akurat nie jest trudne, jeśli przewagę konkurencyjną buduje się na niskich cenach). A gdyby jednak przez przypadek jakiś usłużny pracownik się gdzieś pojawił - po wykryciu przychylności dla klienta, należy takiego pracownika zwolnić z pracy. Żeby sobie nie myślał, że firma działa w celu zaspokajania potrzeb klienta - ma zaspokajać potrzeby akcjonariuszy, które akurat nie są skomplikowane ($$$).

W każdym razie z takiego założenia wyszło szefostwo olsztyńskiej hali Marko - po wykryciu, że kasjerka pożyczyła klientowi 2,77 PLN (o dziwo - klient sam poszedł na skargę do dyrekcji), prawdopodobnie ostatnia osoba w tej firmie, która dbała o dobro klientów, otrzymała wypowiedzenie. O całej akcji można przeczytać w olsztyńskim serwisie Gazety.

Oczywiście dziwią w całej akcji 2 rzeczy:

  • zachowanie 'kolegi' z pracy, który postanowił donieść na koleżankę,
  • zachowanie szefostwa, które postanowiło zwolnić pracownicę, bo naraziła firmę na szkodę w wysokości 2,77 PLN (tym bardziej, że z tego co się orientuję, to jednak te pieniądze założyła z własnych).

Być może nawet uwierzyłbym, że poszło tutaj o jakieś wewnętrzne 'układziki' - ktoś chciał kogoś wygryźć, żeby załatwić pracę dla córki/synowej lub coś podobnego. Ale odpowiedź rzecznika firmy niestety pokazuje, że się mylę. Co prawda firmy Makro nigdy nie uważałem za wzór obsługi klienta, ale tym razem przeszła samą siebie.

21:12, jchoinski , Skucha
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 stycznia 2007
O dożywotniej gwarancji po raz kolejny

Kilka tygodni temu pisałem o dożywotniej gwarancji - na przykładzie zaczerpniętym z bloga Setha Godina. Pod wpisem pojawiło się kilka komentarzy - jeden z nich dotyczył słuchawek firmy Koss. Ponieważ tak się zdarzyło, że wczoraj takie słuchawki dane mi było oglądać, spojrzałem też na gwarancję.

Jak zapewne wszyscy fani tej firmy (oraz bywalcy stoisk ze słuchawkami) wiedzą, słuchawki firmy Koss posiadają coś takiego jak wieczysta gwarancja. Natomiast już nie wszyscy wiedzą, że jest to ograniczona wieczysta gwarancja. Jak sobie poczytałem załączone do słuchawek kwitki, okazuje się, że na produkt importer udziela standardowej, 12-miesięcznej gwarancji (przy czym naprawa może trwać do 6 tygodni). Natomiast po jej wygaśnięciu przysługuje owa zachwalana dożywotnia gwarancja - jej warunki są dość proste:

  • słuchawki będą naprawione lub wymienione przez całe życie użytkownika - bez względu na to, ile razy trzeba będzie to robić,
  • jeżeli słuchawek nie da się naprawić - użytkownik otrzyma nowe (ten sam model, a jeśli nie będzie już produkowany - model podobnej klasy)
  • użytkownik nie musi się tłumaczyć w jaki sposób słuchawki zostały uszkodzone - wystarczy opisać samo uszkodzenie
  • każda naprawa w oparciu o tą gwarancję kosztuje 45PLN + koszty przesyłki

Oczywiście najciekawszy jest punkt ostatni - co prawda gwarancja jest, ale płatna.

Wietrząc podstęp postanowiłem zajrzeć na warunki gwarancji tej samej firmy ale w kraju bardziej cywilizowanym. Okazuje się, że w USA firma udziela gwarancji na podobnych zasadach. Informacja o tym, że trzeba jednak zapłacić za naprawę jest również ukryta przed mniej dociekliwymi. No i oczywiście opłata ta wynosi zdecydowanie mniej - mniej więcej jedną trzecią sumy, którą pobiera polski importer.

Podsumowując - są różne rodzaje dożywotniej gwarancji, więc bądźcie czujni. Jak mówi jedna z Zasad Zaboru Ferengi : Drobny druk przynosi wielkie zyski.

12:32, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (8) »
wtorek, 19 grudnia 2006
Świąteczne żniwa

Dla większości firm okres świąteczny to czas powszechnego dostatku, bicia rekordów sprzedaży i samozadowolenia kadry zarządzającej. Klienci jakoś tak sami przychodzą do sklepów, nie trzeba ich zachęcać żadnymi akcjami promocyjnym, a czasem nawet trzeba przedłużyć godziny otwarcia, aby zdołać wszystkich obsłużyć.

Co może w takiej sytuacji zrobić firma, która nie może sprzedać więcej, gdyż ma ograniczone możliwości dostawcze? Odpowiedź jest dość prosta - skoro podaż nie nadąża za popytem, to podnieśmy ceny. Wiele firm tak robi, z tym, że bardzo dyskretnie - ceny podnosi się najczęściej jeszcze w październiku, a potem można trochę poluzować przed świętami robiąc odpowiednią promocję, która pozwala sprzedawać towary taniej niż w listopadzie, ale jednak drożej niż we wrześniu.

Niestety czasem management firmy nie do końca rozumie te zasady i wymyśla różne 'kwiatki. Za przykład może posłużyć firma Polski Express, zajmująca się przewozami autobusowymi. Otóż kiedy jej szefowie zauważyli, że popyt rośnie (a do świąt przecież nowych autobusów nie dokupią), wpadli na genialny pomysł. Postanowili zlikwidować na czas świąt zniżki dla studentów i emerytów. Dzięki temu będzie się można wykazać wzrostem sprzedaży i zainkasować sporej wielkości premie (w sam raz na prezenty dla rodziny).

A jak się okaże, że po świętach studenci i emeryci tak znienawidzili firmę, że przestali korzystać z jej usług, to zawsze można powiedzieć, że to przez to, że koleje są dotowane, a przewozy autobusowe nie. I dalej obrastać w tłuszczyk zadowolenia. Tyle, że za rok może już nie być premii na prezenty.

07:38, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (8) »
wtorek, 05 grudnia 2006
Jasnoszary czy ciemnoszary?

Jest taki samochód jak Toyota Prius - auto uwielbiane przez ekologów i gwiazdy showbusinessu. Dzięki napędowi hybrydowemu spala znacznie mniej paliwa niż podobne auta w tej klasie (no może nie licząc diesli) i emituje zdecydowanie mniej toksycznych spalin.

Auto kupowane jest z wielu powodów - jednak praktyka pokazuje, że wielu klientów wybiera ten model żeby coś światu pokazać - że są 'ecofriendly', że dbają o naszą planetę i że są w stanie zrezygnować z wielkich pickupów na rzecz czegoś mniej wygodnego, ale za to 'z przesłaniem'. Jednym słowem - jeżdżenie Priusem stało się 'edgy' (to podobno następnik 'jazzy').

Ale skoro ludzie kupują Priusa, żeby się pokazać, to dlaczego Toyota cały czas oferuje go w zestawie barw odpowiednim dla urzędnika bankowego? Na obrazku poniżej prezentuje się Prius w kolorze najodważniejszym - pozostałe to różne odcienie szarości, z ewentualną nutą niebieskiego lub zieleni. Całą gamę kolorystyczną znajdziecie tutaj.

Toyota Prius w kolorze czerwonym

Ja jak się chcę pokazać, to kupuję auto w kolorze, który się wyróżnia (kiedyś chciałem nawet kupić Skodę w kolorze kanarkowym). Podejrzewam, że gwiazdy showbusinessu specjalnie się w tej kwestii nie lubią, więc auto spokojnie można by było sprzedawać w kolorze różowym, jakimś odcieniu fioletu, kanarkowym, groszkowym - wszystkie one mają tą
zaletę, że są dobrze widoczne na drodze (co dodatkowo wpływa na bezpieczeństwo). Szkoda, że Toyocie zabrakło odwagi na wprowadzenie mniej konserwatywnych barw.

A wy w jakim kolorze macie samochód? A w jakim chcielibyście kupić następny?

07:34, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 27 listopada 2006
Chcesz nam pomóc, to się zapisz

Chyba każdy poważniejszy portal internetowy udostępnia możliwość komentowania pojawiających się wiadomości. I chyba każdy, kto choć raz te komentarze czytał, wie, jakim cechują się one poziomem.

Nic więc dziwnego w tym, że największe polskie portale zatrudniają całe sztaby moderatorów, których zadaniem jest czuwanie nad tym, czy publikowane komentarze nie łamią obowiązującego prawa czy zasad dobrego wychowania. Skądinąd wiem, że często nie jest to łatwa praca.

Na szczęście, zgodnie z trendem określanym jako 'Web 2.0 ' można do pomocy w moderacji zatrudnić innych użytkowników. Zwykle objawia się to linkiem, z napisem: 'Zgłoś wypowiedź do moderacji' lub jakimś podobnym.

Szczególnym czasem, kiedy owa moderacja staje się bardzo potrzebna jest okres ciszy wyborczej. Zakaz agitacji można wtedy stosunkowo łatwo ominąć umieszczając (jak się niektórym wydaje anonimowo) komentarze pod odpowiednimi wiadomościami. Właśnie z czymś takim spotkałem się w sobotę na stronach portalu Onet.pl. Na szczęście znalazłem też link z napisem 'Zgłoś naruszenie regulaminu' i jako orędownik Web 2.0po chwili namysłu kliknąłem. Moim oczom ukazał się następujący obrazek:

Okno loowania na Onet.pl

Okazuje się, że Onet przyjął dość interesującą strategię. Aby napisać dowolną bzdurę na forum nie trzeba być zarejestrowanym użytkownikiem (i tak jest chyba wszędzie). Ale żeby powiedzieć moderatorom, że ktoś głupotę napisał, to trzeba się już rejestrować (czego pewnie większość, podobnie jak ja nie czyni). Ciekawe czy szefostwo zastanawia się dlaczego tak mało ludzi zgłasza posty do moderacji?

07:58, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (8) »
wtorek, 07 listopada 2006
Strony internetowe dla wybranych

Co byście powiedzieli, gdybyście wchodząc do sklepu zauważyli wielki napis mówiący:

"Przykro nam, ale w naszym sklepie nie obsługujemy blondynów. Jeśli jesteś blondynem i chciałbyś skorzystać z naszej oferty, najbliższy sklep z farbami do włosów znajduje się za rogiem. Przepraszamy za niewygodę"

Dziwne, prawda? A jednak okazuje się, że w internecie jest to cały czas normalne - wczoraj wchodząc na stronę wirtualnego salonu samochodowego "Autointernet" ujrzałem coś takiego:

Autointernet - wirtualny salon samochodowy

Oczywiście nie używam Internet Explorera, ale z ciekawości zajrzałem do statystyk kilku stron internetowych, które prowadzę. W każdym przypadku IE używało ok. 55% użytkowników - reszta wybiera Firefox'a lub Operę . Czyli właściciel tego serwisu uznał, że owe 45% rynku go nie interesuje - dla mnie jest to przynajmniej dziwne.

Oczywiście - można tłumaczyć, że większość użytkowników innych przeglądarek ma na swoim komputerze Windowsa, który zawsze ma w sobie IE. No cóż - odrzucamy przez to użytkowników Linuxa (co można przeboleć - w końcu jak kogoś nie stać na Windowsa, to pewnie i samochodu nie kupi), Maca (to już dziwne - posiadanie komputera z jabłkiem oznacza zwykle dochody powyżej przeciętnej) oraz tych, którzy nawet jeśli mają Windowsa, są tak oburzeni, że nie zamierzają oglądać tej strony w tej znienawidzonej przeglądarce (sam zaliczam się do tej grupy).

A wy co o tym myślicie? I jakich przeglądarek używacie? No i zapraszam do głosowania 'gwiazdkami'

19:20, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2 , 3
Napisz do mnie

kuba(at)choinski.pl