Wydawałoby się, że 15 lat po upadku komunizmu wszyscy nauczyli się już, że biznes polega na tym, że klientom oferuje się to czego oni oczekują i traktuje się ich z szacunkiem. Okazuje się, że nie jest to wcale wiedza tak powszechna - cały czas spotykam się (i zapewnie nie tylko ja) z sytuacjami rodem z 'Misia' albo 'Zmienników'. Więc może czas zacząć popularyzować wiedzę o tym jak należy (i jak na pewno nie należy) traktować klientów.
Kategorie: Wszystkie | Bingo | Humor | Idea | Skucha
RSS
sobota, 16 grudnia 2006
Wymiana wycieraczek

Każdy samochód ma wycieraczki. I (choć nie wszyscy o tym wiedzą), takie wycieraczki trzeba co jakiś czas wymieniać. Ostatnio przyszła kolej na mnie - jedna z wycieraczek przymarzła do szyby i jak ją chciałem oderwać, to się trochę zdezintegrowała, więc przestała spełniać swoją funkcję.

Zwykle kupuję w takiej sytuacji komplet nowych wycieraczek na jakiejś stacji benzynowej, ale tym razem najbliżej było mi do warsztatu, więc udałem się nabyć nowe wycieraczki do Shell Autoserv. I okazało się to całkiem dobrym pomysłem.

Po wyjawieniu, co chcę kupić, zostałem spytany o markę i model samochodu (nie musiałem sam wyszukiwać odpowiedniego rozmiaru). Co więcej - okazało się, że do wyboru mam wycieraczki w komplecie (w gustownym opakowaniu, za 48 PLN) lub 'na sztuki' (za 36 PLN, choć bez opakowania). Oczywiście wybrałem te drugie (opakowanie mi niepotrzebne - nie kupuję ich w końcu na prezent).

Jak już dostałem wycieraczki i chciałem zapłacić i zabrać się z nimi do samochodu celem dokonania montażu, okazało się to nie takie proste. Pan, który mnie obsługiwał spytał gdzie stoi auto po czym kazał usiąść i poczekać, a sam poszedł zamontować.

Ale to nie wszystko - pan po chwili wrócił z informacją, że wycieraczki są zamontowane, ale nie będą dobrze pracować, bo jakiś tam mechanizm, który służy do ich dociskania do szyby, jest w fatalnym stanie. Efektem ma być skakanie wycieraczek po szybie i niedokładne wycieranie. Rzeczywiście - samochód tak miał właściwie od zawsze (czyli od 7 lat), ale w serwisie zawsze mi mówiono, że tak musi być. Receptą okazała się wielka strzykawka z olejem, z którą pan wrócił po chwili z zaplecza. Olej został zaaplikowany tam gdzie trzeba, a pan pomachał parę razy całym mechanizmem, po czym zaprosił mnie na testy akceptacyjne. Oczywiście wszystko działało rewelacyjnie - jak auto było nowe, to nie było tak dobrze. Już myślałem, że to koniec, ale nie było tak łatwo - pan wypatrzył jeszcze, że nadmiar zaaplikowanego oleju wycieka z mechanizmu, więc wrócił z zestawem papierowych ręczników, którymi wytarł powstający wyciek. Drugi, podobny zestaw ręczników wręczył mi mówiąc, że olej będzie wyciekał jeszcze ok. godziny i że po godzinie należy usunąć to co się wydostało na zewnątrz. Aha - no i bardzo przepraszał za to, że przez tą godzinę auto będzie brzydko wyglądać.

Chyba nie muszę dodawać, że za całą usługę zapłaciłem jedynie cenę wycieraczek - smarowanie, montaż, ręczniki i inne 'dodatki' były gratis. I w dodatku cała usługa wyniosła mnie taniej niż na stacji benzynowej, z której odjechałbym z nowymi podskakującymi wycieraczkami. Szkoda tylko, że taka uczynność mechaników w stacjach obsługi jest wciąż wielką rzadkością.

Podsumowując - jak wycieraczki, to na stacji Shell Autoserv w Al. Jerozolimskich w Warszawie.

No i jak zwykle zachęcam do tego, byście wyrazili swoje zdanie o tym poście. Skala od 1 do 5.

15:03, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Uwaga, zawartość kubka może być gorąca!

Napisy takiej treści jak w tytule zwykle ozdabiają jednorazowe kubki w wielu kawiarniach. Czasem zdanie jest trochę inne, ale rzadko zdarza się, by napis powalał wyjątkowością. Inaczej jest w Coffee Heaven :

Jesteś o krok od niebiańskiego smaku naszej kawy ale uważaj - napój jest bardzo gorący

Moim zdaniem dość śmiałe, ale prawdziwe - chyba, że zamówimy gorącą czekoladę.

17:21, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (10) »
wtorek, 05 grudnia 2006
Jasnoszary czy ciemnoszary?

Jest taki samochód jak Toyota Prius - auto uwielbiane przez ekologów i gwiazdy showbusinessu. Dzięki napędowi hybrydowemu spala znacznie mniej paliwa niż podobne auta w tej klasie (no może nie licząc diesli) i emituje zdecydowanie mniej toksycznych spalin.

Auto kupowane jest z wielu powodów - jednak praktyka pokazuje, że wielu klientów wybiera ten model żeby coś światu pokazać - że są 'ecofriendly', że dbają o naszą planetę i że są w stanie zrezygnować z wielkich pickupów na rzecz czegoś mniej wygodnego, ale za to 'z przesłaniem'. Jednym słowem - jeżdżenie Priusem stało się 'edgy' (to podobno następnik 'jazzy').

Ale skoro ludzie kupują Priusa, żeby się pokazać, to dlaczego Toyota cały czas oferuje go w zestawie barw odpowiednim dla urzędnika bankowego? Na obrazku poniżej prezentuje się Prius w kolorze najodważniejszym - pozostałe to różne odcienie szarości, z ewentualną nutą niebieskiego lub zieleni. Całą gamę kolorystyczną znajdziecie tutaj.

Toyota Prius w kolorze czerwonym

Ja jak się chcę pokazać, to kupuję auto w kolorze, który się wyróżnia (kiedyś chciałem nawet kupić Skodę w kolorze kanarkowym). Podejrzewam, że gwiazdy showbusinessu specjalnie się w tej kwestii nie lubią, więc auto spokojnie można by było sprzedawać w kolorze różowym, jakimś odcieniu fioletu, kanarkowym, groszkowym - wszystkie one mają tą
zaletę, że są dobrze widoczne na drodze (co dodatkowo wpływa na bezpieczeństwo). Szkoda, że Toyocie zabrakło odwagi na wprowadzenie mniej konserwatywnych barw.

A wy w jakim kolorze macie samochód? A w jakim chcielibyście kupić następny?

07:34, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (8) »
niedziela, 03 grudnia 2006
To się nazywa gwarancja

Dziś historia zaczerpnięta z blogu Setha Godina - o garnkach.

Otóż pewna pani, kiedyś kupiła garnki firmy Le Creuset . Po 10 latach używania w jednym z nich uszkodził się (a właściwie pani uszkodziła, upuszczając coś na garnek) uchwyt od przykrywki.

Na szczęście producent daje coś takiego jak 'lifetime warranty' - nawet nie wiem, jak się to na język polski tłumaczy - generalnie chodzi o to, że gwarancja jest na cały czas życia produktu - dopóki go nie wyrzucimy.

Okazało się, że pani zadzwoniła do firmy, gdzie od razu poproszono ją o adres, na który mają wysłać nową gałkę - żadnych zbędnych pytań, próśb o przysłanie uszkodzonej pokrywki i sprawdzania, czy gwarancja nie wyklucza uszkodzeń mechanicznych. Szkoda, że takich firm jest ciągle tak niewiele, że piszę się o tym na blogach jako o ciekawostkach.

A może ktoś z Was ma jakieś ciekawe doświadczenia z dochodzeniem roszczeń wynikających z gwarancji? Negatywne lub pozytywne - zapraszam do wpisywania komentarzy.

18:23, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 27 listopada 2006
Chcesz nam pomóc, to się zapisz

Chyba każdy poważniejszy portal internetowy udostępnia możliwość komentowania pojawiających się wiadomości. I chyba każdy, kto choć raz te komentarze czytał, wie, jakim cechują się one poziomem.

Nic więc dziwnego w tym, że największe polskie portale zatrudniają całe sztaby moderatorów, których zadaniem jest czuwanie nad tym, czy publikowane komentarze nie łamią obowiązującego prawa czy zasad dobrego wychowania. Skądinąd wiem, że często nie jest to łatwa praca.

Na szczęście, zgodnie z trendem określanym jako 'Web 2.0 ' można do pomocy w moderacji zatrudnić innych użytkowników. Zwykle objawia się to linkiem, z napisem: 'Zgłoś wypowiedź do moderacji' lub jakimś podobnym.

Szczególnym czasem, kiedy owa moderacja staje się bardzo potrzebna jest okres ciszy wyborczej. Zakaz agitacji można wtedy stosunkowo łatwo ominąć umieszczając (jak się niektórym wydaje anonimowo) komentarze pod odpowiednimi wiadomościami. Właśnie z czymś takim spotkałem się w sobotę na stronach portalu Onet.pl. Na szczęście znalazłem też link z napisem 'Zgłoś naruszenie regulaminu' i jako orędownik Web 2.0po chwili namysłu kliknąłem. Moim oczom ukazał się następujący obrazek:

Okno loowania na Onet.pl

Okazuje się, że Onet przyjął dość interesującą strategię. Aby napisać dowolną bzdurę na forum nie trzeba być zarejestrowanym użytkownikiem (i tak jest chyba wszędzie). Ale żeby powiedzieć moderatorom, że ktoś głupotę napisał, to trzeba się już rejestrować (czego pewnie większość, podobnie jak ja nie czyni). Ciekawe czy szefostwo zastanawia się dlaczego tak mało ludzi zgłasza posty do moderacji?

07:58, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (8) »
wtorek, 07 listopada 2006
Strony internetowe dla wybranych

Co byście powiedzieli, gdybyście wchodząc do sklepu zauważyli wielki napis mówiący:

"Przykro nam, ale w naszym sklepie nie obsługujemy blondynów. Jeśli jesteś blondynem i chciałbyś skorzystać z naszej oferty, najbliższy sklep z farbami do włosów znajduje się za rogiem. Przepraszamy za niewygodę"

Dziwne, prawda? A jednak okazuje się, że w internecie jest to cały czas normalne - wczoraj wchodząc na stronę wirtualnego salonu samochodowego "Autointernet" ujrzałem coś takiego:

Autointernet - wirtualny salon samochodowy

Oczywiście nie używam Internet Explorera, ale z ciekawości zajrzałem do statystyk kilku stron internetowych, które prowadzę. W każdym przypadku IE używało ok. 55% użytkowników - reszta wybiera Firefox'a lub Operę . Czyli właściciel tego serwisu uznał, że owe 45% rynku go nie interesuje - dla mnie jest to przynajmniej dziwne.

Oczywiście - można tłumaczyć, że większość użytkowników innych przeglądarek ma na swoim komputerze Windowsa, który zawsze ma w sobie IE. No cóż - odrzucamy przez to użytkowników Linuxa (co można przeboleć - w końcu jak kogoś nie stać na Windowsa, to pewnie i samochodu nie kupi), Maca (to już dziwne - posiadanie komputera z jabłkiem oznacza zwykle dochody powyżej przeciętnej) oraz tych, którzy nawet jeśli mają Windowsa, są tak oburzeni, że nie zamierzają oglądać tej strony w tej znienawidzonej przeglądarce (sam zaliczam się do tej grupy).

A wy co o tym myślicie? I jakich przeglądarek używacie? No i zapraszam do głosowania 'gwiazdkami'

19:20, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (25) »
środa, 01 listopada 2006
Po co się robi filmy reklamowe?

Reklamy to coś, co pozwoliło wkroczyć telewizji na rynek masowy. Do czasu ich wynalezienia medium to było zjawiskiem dość niszowym, ze względu na ograniczenia budżetowe stacji telewizyjnych. Dopiero strumień wpływów z emisji reklam pozwolił na rozwój całego przemysłu telewizyjnego, a zjawisko takie jak telewizja bez reklam do lat 90tych występowało tylko w krajach demokracji ludowej (jeśli nie liczyć wózków widłowych Bumaru).

Świat się jednak zmienia, pojawiają się stacje, które nie emitują reklam (lub emitują je w naprawdę niewielkich ilościach), a pewne firmy znajdują inne zastosowania dla samych filmów reklamowych, niż emisja w stacjach telewizyjnych lub kinach. Do takich firm należy m.in. Apple - ich najnowsze reklamówki można pobrać ze strony internetowej. Oczywiście w takim przypadku nie może to być banalny epizod z cyklu reklam środków do prania, ale coś znacznie ciekawszego. Moim zdaniem firmie się udało zrobić naprawdę interesujące klipy - zapraszam do obejrzenia mojego ulubionego (po kliknięciu w obrazek).

Film reklamowy Apple

Oczywiście filmów jest więcej i są związane z przekonywaniem użytkowników komputerów PC, że Mac jest dużo lepszy - wszystkie są do obejrzenia tutaj. Na koniec oczywiście zapraszam do wyrażenia swojej oceny tego co napisałem - gwiazdkami poniżej.

05:05, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 30 października 2006
Obsługa klienta na brązowo

Dziś będzie o przesyłkach kurierskich - nie pierwszy raz na tym blogu. Otóż kilka dni temu znalazłem się w potrzebie szybkiego przetransportowania niewielkiej paczki z Warszaw do Białegostoku. Oczywiście pierwszym rozwiązaniem, które przychodzi do głowy jest wysłanie firmą kurierską (poczta odpada - miało dojść w 24 godziny) . Zastanawiając się którą firmę wybrać, przypomniało mi się co kiedyś napisał Tom Peters w swojej książce pt. Re-imagine (polski tytuł to Biznes Od Nowa). Otóż jego zdaniem, firma UPS przeobraziła się w ostatnich latach tak bardzo, że nawet ich firmowy kolor (brązowy) zaczął być cool. No to postanowiłem spróbować, czy rzeczywiście 'Brown is a new black'.

UPS logo

Jako człowiek, który dorastał z komputerem na biurku, jako pierwsze, najbardziej oczywiste podejście wybrałem stronę internetową firmy. Niestety okazało się, że znalezienie linku służącego do nadania paczki (zawsze myślałem, że po to wchodzi się na stronę internetową firmy kurierskiej) nie jest takie łatwe. Po dłuższym szukaniu udało się znaleźć link pt. 'Przygotuj paczkę do wysłania'. Kliknąłem i ukazała się informacja, mówiąca że za chwilę zostanę przekierowany do serwisu umożliwiającego nadanie paczki, ale jest on po angielsku. No cóż - w kraju, w którym tym językiem posługuje się kilkanaście procent społeczeństwa decyzja to dość dziwna, ale może nie starczyło budżetu. Ja na szczęście trochę 'spikam', więc uznałem, że problemu nie będzie - jeszcze nie wiedziałem co czeka mnie dalej.

Po przekierowaniu okazało się, że aby wysłać paczkę muszę się zarejestrować. Pokornie to uczyniłem i zacząłem wypełniać dane na temat paczki, adresata, etc.. Jak już wszystko wypełniłem, to okazało się, że strona nie obsługuje polskich znaków, w związku z tym na naklejce, którą mam wydrukować, znajdują się różne 'krzaczki' zamiast liter. Poddałem się i postanowiłem dostarczyć paczkę do UPSa osobiście - może tak będzie łatwiej i polskie znaki będą działać.

Tu czekała mnie kolejna niespodzianka - szukając na stronie internetowej oddziału UPS w Warszawie, trafia się na listę, na której owszem - są oddziały UPS, ale żeby nie było za łatwo, to podawane są numery telefonu a nie adresy. Na taki numer trzeba zadzwonić, wystukać kilka cyferek wybierając temat rozmowy, a potem odczekać 5 minut aż zniknie komunikat 'przepraszamy, wszystkie linie są zajęte' i ktoś odbierze. Odebrał miły pan, który zdradził mi adres punktu nadania przesyłek, do którego się natychmiast udałem. Teraz to już powinno być łatwo.

No wiec zabrałem pakunek (w reklamówce - jak się dowiedziałem ze strony internetowej, UPS ma własne pudełka) i udałem się na ul. Prądzyńskiego w Warszawie. Na miejscu przywitał mnie na recepcji bardzo uprzejmy pan, wydał wizytówkę i skierował do punktu nadawania przesyłek. Niestety - znajdował się on w drugim budynku, więc trzeba było przemierzyć kilkadziesiąt metrów po parkingu i przy okazji się zgubić (na szczęście ktoś mi pomógł dotrzeć na miejsce, więc nie było tak źle.

W środku czekała na mnie bardzo miła pani, która przyjęła przesyłkę i pomogła wypełnić potrzebne kwity. Okazało się, że obiecanych firmowych pudełek UPSa nie ma, ale znalazł się jakiś foliowy worek z napisem 'Stolica', więc nie było tak źle. Natomiast pewien kłopot pojawił się przy płaceniu - mimo, że punkt nadawania przesyłek otwarty jest od godziny 9:30, to kasa rusza dopiero o 12:30 - do tego czasu można uiścić opłatę za przesyłkę jedynie pod warunkiem, że ma się odliczoną kwotę. Ja nie miałem, więc zostałem wypędzony do sklepu po drugiej stronie ulicy, by rozmienić pieniądze, co z pewnymi problemami mi się udało. Na szczęście to już był koniec walki z brązowym - przesyłkę udało mi się nadać.

Dziwi mnie tylko jedno - jeśli chodzi o samą obsługę, to ludzie byli naprawdę mili i kompetentni, natomiast zawiodła zupełnie strona organizacyjna. Co więcej, czasem żeby mi pomóc ludzie omijali wewnętrzne procedury, więc to nie była kwestia jakiejś niechęci polskich pracowników. Natomiast zupełnie zawiódł management - niestety nie wiem czy tylko polski, czy również 'globalny' - wszystko jest zorganizowane tak, jakby ktoś projektujący procesy w tej organizacji nigdy nie nadawał żadnej przesyłki (może to byli zewnętrzni konsultanci). Ale przynajmniej teraz wiem, dlaczego firma wybrała sobie kolor brązowy.

Oczywiście to nie koniec przygód z UPS - ciąg dalszy w przyszłym tygodniu.

05:07, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 23 października 2006
Tabelka w internecie

Czasem zdarza się, że produkt jest powszechnie używany w sposób, o którym nie pomyślał jego twórca. Przykładem takiego produktu, o którym chcę dziś napisać jest program MS Excel. Został zaprojektowany jako narzędzie do przeprowadzania obliczeń (głównie finansowych) i prezentowania ich wyników. Ale jak pokazuje doświadczenie, najczęściej wykorzystywany jest jako program do tworzenia różnego rodzaju tabelek.

Oczywiście nie ma w tym nic złego - sam jak muszę zrobić jakąś tabelkę (np. do prezentacji lub dokumentu), to często używam Excela - tym bardziej, że zwykle najpierw trzeba jakoś wyliczyć liczby, które w tej tabelce powinny się znaleźć.

Kilka dni temu przeglądając strony internetowe producentów samochodów, odkryłem, że jakiś genialny projektant sewisu WWW doszedł zauważył, że w sumie cennik samochodowy (oraz informacje o danych technicznych) to też tabelka. Więc zamiast prezentować te dane na stronie internetowej, cennik i dane techniczne można udostępnić w postaci pliku w formacie Excela, do pobrania ze strony webowej. Jeśli ktoś nie wierzy, to zapraszam na stronę internetową Nissana. Możemy tam kliknąć na link prowadzący do danych technicznych (lub cennika) modelu i pojawia nam się okienko z Excelem - mniej więcej takie:

Cennik Nissana w formacie Excela

Widziałem już w internecie cenniki, do obejrzenia których potrzebny jest czytnik PDF i byłem mocno zdziwiony - po co prezentować treść w formacie innym niż standardowy HTML. Jednak w przypadku PDFa zrozumiałem, jak ktoś z Toyoty wytłumaczył mi, że to dlatego, że takie PDFowe cenniki są drukowane i wykładane w salonach, więc chodzi o to, żeby wyglądały tak samo i zawierały te same informacje.

Jednak w przypadku formatu MS Excela nie rozumiem, dlaczego ktoś się na coś takiego zdecydował. Przecież takie rozwiązanie ma same wady:

  • otwierając okienko z Excelem przerywa się naturalny proces nawigacji po stronach WWW, co może być irytujące dla użytkownika,
  • pliki MS Excel mogą przenosić wirusy (na szczęście te, które oglądałem ich nie posiadały),
  • użytkownik, który nie ma Excela nic nie zobaczy.

Widziałem już różne dziwne pomysły na obniżanie użyteczności stron internetowych, ale czegoś takiego jeszcze nie uświadczyłem. Ale widać zawsze znajdzie się ktoś, kto w pogoni za oryginalnością wymyśli coś równie beznadziejnego.

Przy okazji - jeśli kogoś interesuje tematyka użyteczności stron internetowych (czyli jak je projektować tak, by się je później wygodnie oglądało), to polecam blog Tomka Karwatki . No i oczywiście czekam na wasze opinie o tym, co dziś napisałem.

21:52, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (6) »
czwartek, 19 października 2006
iPod na czerwono

Dziś będzie o tym jak połączyć bycie 'cool' z byciem 'socially responsible', a przy okazji zarobić na tym trochę pieniędzy.

Otóż grzebałem sobie kilka dni temu na stronie Apple'a poszukując materiałów do zupełnie innego posta (pojawi się niebawem). I okazało się, że przy okazji znalazłem coś jeszcze - prawdę mówiąc nie było to trudne, jeśli na stronie głównej znalazło się m.in. poniższe zdjęcie:

czerwony iPod nano - iPod Red


Zaprezentowany produkt to nowa wersja iPoda nano - iPod nano (PRODUCT) RED. Jest to specjalna edycja tego produktu - ze sprzedaży każdego egzemplarza $10 (a więc ok. 5% ceny) trafia na fundusz walki z AIDS w Afryce. Niestety nie wiem, jak się sprzedaje ten produkt, ale gdyby nie to, że kilka dni temu wymieniłem baterię w swoim poczciwym iPodzie mini, to kto wie czy bym się nie skusił. Cel w końcu bardzo szczytny, a i wyróżnić się czymś takim można spośród tłumu.

Co prawda nie jest to pierwsza edycja specjalna iPoda (poprzednio były iPody U2 Edition). Różnica polega na tym, że iPod U2 przeznaczony był dla fanów pewnego zespołu muzycznego (też znanego z troski o środowisko i walkę z biedą i chorobami). A teraz przy okazji kupowania iPoda można zrobić coś dobrego - i jedynym wymaganiem jest brak awersji do czerwonego koloru (ja mam, ale się zaczynam przełamywać jak patrzę na fotki). Amerykanie (i inne zamożne społeczeństwa) to lubią - w Polsce może nie jest to jeszcze takie popularne (ale u nas i sam iPod nie zdominował rynku tak jak w USA).

Najfajniejsze jest to, że firma zaoferowała swoim fanom pretekst do kupienia nowego produktu, nawet jak poprzedni jeszcze działa - w końcu zawsze można wytłumaczyć żonie/mężowi/rodzicom, że kupujemy nowego iPoda żeby przyczynić się do walki z AIDS (a nie po to, by mieć kolejny fajny gadżet). Sam pomysł na czerwone produkty jest czymś szerszym - oprócz iPoda w tym kolorze możemy kupić również telefon komórkowy, buty, zegarek, a nawet kartę kredytową - wszystkie te zakupy pomogą walczyć z AIDS.

A może znacie podobne akcje z polskiego rynku - mi prawdę mówiąc do głowy przychodzi w tej chwili niewiele i z pewnością nie są to akcje obejmujące wiele produktów różnych firm? A może ktoś z was kupił już coś z logo (PRODUCT) RED?

Aha - jedno drobne ogłoszenie. Postanowiłem zacząć się interesować tym, czy moje posty są dla was ciekawe. W związku z tym pod postem pojawił się mały widget (nie znam polskiego odpowiednika tego słowa) - zapraszam do głosowania - liczbą gwiazdek informujecie mnie, jak wam sie podobało.

20:46, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Napisz do mnie

kuba(at)choinski.pl