Wydawałoby się, że 15 lat po upadku komunizmu wszyscy nauczyli się już, że biznes polega na tym, że klientom oferuje się to czego oni oczekują i traktuje się ich z szacunkiem. Okazuje się, że nie jest to wcale wiedza tak powszechna - cały czas spotykam się (i zapewnie nie tylko ja) z sytuacjami rodem z 'Misia' albo 'Zmienników'. Więc może czas zacząć popularyzować wiedzę o tym jak należy (i jak na pewno nie należy) traktować klientów.
Kategorie: Wszystkie | Bingo | Humor | Idea | Skucha
RSS
niedziela, 27 maja 2007
Powtórka z dzieciństwa

Ostatnie dni mają to do siebie, że jest całkiem ciepło. A jak jest ciepło, to zwykle chce się pić. Dlatego kilka dni temu idąc do znajomych (mieszkają jakieś 500 metrów ode mnie, więc dystans można pokonać piechotą) stwierdziłem, że po drodze kupię sobie coś do picia i przynajmniej odrobinę się schłodzę. Pod blokiem są dwa sklepy spożywcze, więc z pewnością uda się coś kupić.

Sklep pierwszy. Obok lady stoją trzy okazałe lodówki, z których dwie wypełnione są wyłącznie piwem, a trzecia oprócz piwa zawiera też Coca-Cole, Fantę, Sprite’a i inne podobne napoje. Odruchowo sięgam do lodówki i wyciągam jakiś napój. Dopiero jak go chwyciłem coś mnie zdziwiło - był ciepły. Na szczęście obsługa mi wyjaśniła, że lodówki są wyłączone żeby zaoszczędzić na prądzie. Niestety - przy okazji firma zaoszczędziła też na kliencie - wybieram sklep drugi.

W drugim sklepie lodówka już nie jest ogólnodostępna - stoi za ladą i trzeba najpierw panią spytać, czy ma coś zimnego do picia. Okazuję się, że oprócz piwa jest Pepsi i oranżada. Ponieważ wieczorem będę jeszcze musiał przejechać się samochodem, wybieram Pepsi. Płacę 1,10 PLN, po czym pani wyciąga z lodówki szklaną butelkę, sprawnym ruchem ręki chwyta otwieracz i pozbawia butelkę kapsla. Przezornie pytam: “To mam wypić na miejscu?”. “Tak, chyba, że pan dopłaci 30 groszy za butelkę”. Posłusznie wychyliłem całą zawartość i oddałem butelkę. Trochę tylko żałuję, że wybrałem Pepsi - oranżada zdecydowanie lepiej pasowałaby w takich okolicznościach. A wam zdarza się czasem taka sytuacja, z którą ostatni raz spotkaliście się w szkole podstawowej?

PS. Chciałbym przypomnieć o małym rozdawnictwie - jeśli chcesz otrzymać (całkiem za darmo) książkę Guy’a Kawasakiego pt. “Sztuka rozpoczynania”, w dodatku opatrzoną autografem autora, to zajrzyj do tej notki .

19:24, jchoinski
Link Komentarze (6) »
piątek, 25 maja 2007
Jak zaczynać - książka do wygrania

Jak mówi chińskie przysłowie - "nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku".

Niestety, w rzeczywistości nie wszystko jest takie proste, a rozpoczynanie nowego przedsięwzięcia to już prawdziwa sztuka. Dlatego dla wszystkich, którzy chcą coś zacząć i potrzebują do tego fachowego instruktażu, mam coś do zaoferowania. To coś, to książka guru przedsiębiorczości - Guy'a Kawasakiego - zatytułowana "Sztuka rozpoczynania " (lub The Art of the Start w wersji oryginalnej).

 

Sztuka rozpoczynania - okładka

 

Egzemplarz, który mam do zaoferowania ma tą zaletę, że oprócz tego, że jest to fantastyczna książka, opatrzony będzie osobistą dedykacją autora (niestety nie wiem, czy pisaną piórem, czy długopisem - ale myślę, że to mogę jeszcze z Guy'em ustalić).  

A teraz krótkie info, co trzeba zrobić, żeby książkę wygrać. Otóż wystarczy napisać maila na adres artofthestart(at)choinski.pl, w którym podajecie swoje imię i miejsce z którego piszecie (wystarczy nazwa miejscowosci i kraj - dokładny adres będzie mi potrzebny tylko od osoby, która wygra). Zgłoszenia przyjmowane są do północy czasu GMT dnia 10 czerwca 2007. Po tym dniu zrobię listę kandydatów i wyłonię zwycięzcę metodą losowania. Uwaga - jedna osoba, jeden mail - próby wysłania większej ilości nic nie dadzą. A teraz zapraszam do mailowania.

środa, 16 maja 2007
Przedsiębiorczość od zakrystii

Dziś będzie nietypowo - bo po kościelnemu. Nie będę co prawda nikogo nawracał, ale chciałbym opowiedzieć o tym, jak sobie w majowy weekend zwiedzałem Sandomierz. Ku mojemu zaskoczeniu jest tam o wiele więcej interesujących rzeczy niż mi się pierwotnie wydawało, więc nie zdążyłem zobaczyć wszystkiego. Dodatkowo - trochę czasu spędziłem w muzeum na zamku, które akurat zbyt interesujące nie było. Natomiast wszystkim wybierającym się w te strony polecam wąwóz św. Jadwigi, bramę opatowską oraz kilka interesujących kościołów (o których mowa będzie dalej). Z ciekawostek - w Sandomierzu jest też podziemna trasa turystyczna, która prowadzi starymi piwnicami pod kilkoma kamienicami w okolicach rynku. Nie widziałem niestety, ale podobno fajna (widziałem za to podobną trasę w Opatowie i polecam).

Ale wracając do kościołów - udało mi się odwiedzić trzy, z czego o dwóch chciałbym opowiedzieć.

Pierwszy to katedra sandomierska - najważniejszy kościół diecezji, więc nie ma się co dziwić, że nieźle wyposażony w różne atrakcje. Jest tu np. bardzo interesujący kalendarz, niespotykany gdzie indziej krucyfiks, czy głośny obraz z Żydami, którzy zabijają chrześcijańskie dziecko (niestety zasłonięty). Przed katedrą jest też mały stolik, przy którym pani sprzedaje bilety wstępu (za bodajże 7 PLN). Katedrę można zwiedzać w godzinach 10-14, a później ta miła pani ze stolika wszystkich wygania. Oczywiście mimo uiszczenia opłaty w katedrze nie ma ani jednej tabliczki mówiącej co się aktualnie ogląda i na co warto zwrócić uwagę. Za to jest bardzo miły i pomocny pan przewodnik - który poczuł ducha przedsiębiorczości i bardzo długo i z zaangażowaniem opowiada o katedrze i to tym, co można w niej zobaczyć. Niestety jak się okazało pod koniec opowieści, pan pobiera za swoje występy dodatkową opłatę w wysokości 10 PLN - więc w sumie zwiedzanie wychodzi dość drogo.

Drugim kościołem, który miałem okazję okazję, jest kościół św. Jakuba (a jakże), jeden z nielicznych ocalałych w Polce romańskich kościołów wybudowanych z cegły. Jest najstarszym kościołem w Sandomierzu i też oferuje sporo atrakcji do oglądania. Kościół jest w posiadaniu oo. Dominikanów, co niektórym bardziej zorientowanym może zasugerować, że zwiedzać się go będzie zupełnie inaczej. Oczywiście wstęp jest wolny, a kościół otwarty jest od rana do wieczora (choć zwiedzanie w czasie nabożeństw jest niezalecane. Ponieważ przedsiębiorczego pana przewodnika nie ma, a ktoś musi oprowadzać - robią to studenci. Jak się okazuje zupełnie za darmo i bardzo ochoczo, a opowiadają w sposób nie mniej ciekawy od pana z katedry (choć może czasem brakuje im śmiałości).

No i jak tak sobie porównałem te 2 kościoły, to sobie pomyślałem, że również w Kościele istnieją dwa podejścia do 'relacji z wiernymi' - jedno właśnie takie bardziej 'diecezjalne', a drugie bardziej 'dominikańskie'. W tym pierwszym wierny postrzegany jest jako petent, którego zadaniem jest wywiązywanie się z pewnych obowiązków i trzeba go napominać i karcić. Dominikanie od samego początku starali się raczej kształcić niż napominać, a wiernych traktować po partnersku (przynajmniej tak jest we wszystkich kościołach dominikańskich, które znam). I wydaje mi się, że w dobie ogólnego pluralizmu i wolności wyboru to drugie podejście ma większą przyszłość - szkoda, że Kościół uczy się tego jeszcze wolniej, niż panie w sklepie Społem.

22:10, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (5) »
niedziela, 06 maja 2007
Buty dla podróżujących

Coraz więcej firm, próbując odróżnić się od konkurencji, podejmuje działania związanie nie tylko z oferowaniem coraz lepszych produktów w coraz bardziej przyjazny sposób. Innym sposobem by się wyróżnić jest nadanie firmie pewnej 'misji' - oprócz wytwarzania wspaniałych produktów próbujemy też zmieniać świat na lepszy. Firmą, której od wielu lat to wychodzi jest Timberland - producent odzieży i obuwia, angażujący się w ochronę środowiska, budowanie lokalnych społeczności i innego rodzaju prospołeczne przedsięwzięcia.

Więcej o takiej działalności możecie poczytać na blogu Zielone Migdały - ja dziś chciałbym skupić się na pewnym interesującym pomyśle, jaki firma stosuje w oferowanym obuwiu. Pierwsze buty tej firmy kupiłem sobie jakoś niedawno (firma ma już kilka sklepów w Polsce). No nie powiem, żeby były tanie (choć prawdę mówiąc były w klasie cenowej butów solidnych i wygodnych, ale bez wyróżniającej się metki), ale za to wygodniejszego buta (no może nie licząc niektórych modeli sportowych) to dawno nie miałem. Przy okazji zakupu dostałem kartę klienta (upoważnia do zniżek) i od tego czasu dostaję informacje o promocjach i katalogi nowych produktów. Kilka tygodni temu przyszedł do mnie katalog butów na 2007 rok i znalazłem w nim coś takiego.

Katalog butów - buty na lotnisko

Generalnie Timberland wpadł na pomysł, aby produkować buty, których nie trzeba zzuwać podczas kontroli na lotnisko, oszczędzając innym widoku (a czasem i zapachu) swoich dziurawych skarpetek. Pomysł polega na tym, że w bucie generalnie nie ma elementów z metalu, które brzęczą w bramkach, przez które trzeba przejść. Pomysł wydawałby się trywialny, a jednak osobom dużo podróżującym (szczególnie po USA) z pewnością przypadnie do gustu. Ja co prawda nie latam ostatnio zbyt wiele, ale z pewnością są czytelnicy bloga, którym się to zdarza (lub zdarzało) - ciekawe, czy kupilibyście takie buty (pamiętajcie - oprócz tego są ultrawygodne)?

PS. Właśnie uruchomiłem kolejnego bloga - tym razem o nietypowym podejściu do zarządzania projektami. Zapraszam na agile.blox.pl

18:21, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (8) »
niedziela, 29 kwietnia 2007
Zaktualizuj oprogramowanie swojego telefonu

Takiej właśnie treści maila dostałem kilka dni temu od Clubu Nokia. Właściwie od początku mojej przygody z 'komórkami' byłem związany z tą firmą, a że jakiś czas temu okazało się, że z kartą Nokia Club mogę otrzymać zniżki w kilku sklepach (i kinach), to się zapisałem.

No i jak się zapisałem, to dostaję różne maile w stylu 'Kup sobie nowy dzwonek z przebojem Britney Spears' i inne podobne. Ale kilka dni temu okazało się, że mogę sobie zrobić upgrade oprogramowania - ponieważ telefon jest dość stary i często się wiesza, to się trochę napaliłem.

Kliknąłem w odpowiedni link i pierwsza niespodzianka - na stronie muszę wybrać jeszcze raz mój model telefonu. Dziwne, bo w korespondencji od Nokia Club'u zawsze na górze znajduje się informacja o tym, jaki aparat posiadam (jest nawet jego fotka). Więc wydawałoby się, że można by było zrobić tego linka tak, aby trafiał już pod upgrade oprogramowania do mojego modelu telefonu.

Ale po chwili wszystko się wyjaśniło. Otóż do mojego modelu upgrade'u nie ma ma. Jest to kilkudziesięciu innych modeli i gdybym chciał sobie zupgrade'ować oprogramowanie to mogę iść do sklepu, kupić nową Nokię i jeszcze raz wejść na stronę z aktualizacją oprogramowania. A moja Nokia 9500 będzie się wieszać dalej i maila z Nokia Clubu wysłał do mnie zapewne jakiś zwolniony przez Nokię pracownik, żeby zrobić na złość klientom firmy. Albo jakiś bezmyślny pracownik, który osiągnął podobny cel. Teraz przynajmniej wiem, że użytkownicy innych modeli mogą sobie zrobić upgrade jak im się telefon często wiesza - ja nie mam takiej możliwości.

Aha - na szczęście mam też drugi aparat - trochę nowszy i się nie wiesza. No i oczywiście do niego mogę zrobić aktualizację oprogramowania - ale to pewnie dlatego, że go jeszcze nie zarejestrowałem w Clubie Nokia. Więc póki co nie podaje jaki to model, bo ktoś z Nokii trafi na bloga, przeczyta i mi zablokuje możliwość upgrade'u.

PS. Wiem, że dawno mnie tu nie było, ale postaram się już być. Na razie pewnie nie obiecuję, że częściej niż raz w tygodniu - mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

16:30, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 marca 2007
Internetowy urząd

Mówiąc o obsłudze klienta zwykle na myśli mamy instytucje komercyjne - sklepy, restauracje, banki, itp. Nie należy jednak zapominać, że klientami bywamy też załatwiając różnego rodzaju sprawy w urzędach. I że tam również mamy prawo oczekiwać wysokiego poziomu obsługi - w końcu osoby tam pracujące otrzymują pensję wypłacaną z naszych podatków.

Oczywiście teoria często mija się z praktyką, a nawet jak się spotka, to może przyjąć dość niecodzienną formę. W Islington, które jest jedną z dzielnic Londynu, władze postanowiły umożliwić mieszkańcom załatwianie różnego rodzaju spraw za pomocą internetu. Można tam zasięgnąć niezbędnych informacji, ale również zapłacić np. nałożoną karę za złe parkowanie. Najciekawszy jest sposób realizacji tej płatności - po wprowadzeniu numeru mandatu i kwoty, możemy ją 'dodać do koszyka' - zupełnie jak w sklepie internetowym.

Islington - serwis internetowy do obsługi płatności

W przyszłości zapewne pojawią się inne udogodnienia zaczerpnięte ze świata komercyjnego. Np. wzorem Amazona, pojawiać się będzie informacja 'użytkownicy, którzy płacą kary za parkowanie, wybierali też kary za wyrzucanie śmieci - jeśli zapłacisz taką opłatę teraz, dostaniesz 5% upustu od całości zamówienia.

Całość znaleziona na ThisIsBroken.com.

21:35, jchoinski , Humor
Link Komentarze (10) »
piątek, 16 marca 2007
Myśl inaczej

O filmach reklamowych firmy Apple pisałem już kiedyś. Ale dziś chciałbym cofnąć się trochę w czasie i przypomnieć o kampanii reklamowej z lat 90tych, która z racji nikłej obecności tej marki w naszym kraju, dla większości Polaków pozostała niezauważona. Właśnie w końcówce lat 90tych Apple (a dokładniej - agencja reklamowa TBWA\Chiat\Day) wymyśliła hasło 'Think Different' i na jego bazie przygotowano całą kampanię reklamową - od spotów w TV, przez billboardy w miastach, po ogłoszenia w gazetach.

Najciekawsze było w tej kampanii to, że w żadnej z reklam nie pojawił się ani na chwile komputer (lub choćby monitor i klawiatura) - całość starała się związać widza emocjonalnie z marką Apple, zamiast prezentować zestaw unikalnych funkcji, które posiadają komputery tej firmy. A wszystko zaczęło się od następującego spotu reklamowego.

Z nim wiązały się plakaty ze sławnymi ludźmi, dyskretnie oznaczone logo firmy (jeszcze w wersji kolorowej). Na bazie kampanii powstało też wiele spotów nią inspirowanych - dla zainteresowanych załączam 2 moim zdaniem najciekawsze :

Interesujące jest również to, że cała kampania reklamowa (a więc spoty reklamowe, plakaty, etc) powstała z wykorzystaniem komputerów firmy Apple - przecież czegoś tak interesującego nie da się stworzyć na PCtach. Dla zainteresowanych - krótki film o tym, jak powstawała cała kampania

Nie wiem niestety jaki był efekt akcji reklamowej - czy rzeczywiście ludzie ruszyli do sklepów w celu wykupienia wszystkich znajdujących się tam Maców. Ale z pewnością przez takie kampanie firma od lat wychowuje sobie wiernych fanów, którzy później chodzą jak nawiedzeni i namawiają wszystkich znajomych do wyrzucenia PCta na śmietnik i zakupu 'prawdziwego komputera osobistego'. A więc - jeśli ktoś chce kupić Maca i ma jakieś wątpliwości - zapraszam do kontaku ze mną - postaram się przekonać każdego do podjęcia słusznego wyboru.

08:02, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (5) »
środa, 14 marca 2007
Opakowanie też się liczy

Nie wiem, jak wy, ale ja czasem jak coś kupię, to potem mam problem z opakowaniem, w którym to dostałem. Doskonałym i w pełni powtarzalnym przykładem firmy, której opakowań nie lubię jest Logitech .

>

Myszka Logitech

Firma produkuje bardzo fajne akcesoria komputerowe - sam mam w domu myszkę, kamerę, słuchawki, mikrofon i kierownicę Logitecha (a może i coś jeszcze, tylko teraz nie pamiętam). I z wszystkich tych produktów jestem zadowolony - ale dopiero w momencie jak się pozbędę opakowania. Bo niestety - jakiś sprytny marketingowiec w tej firmie założył, że opakowania należy produkować takie, by dobrze eksponowały się na półkach sklepowych. Czyli najlepiej duże, świecące i plastikowe. Problem zaczyna się jednak po powrocie do domu z zakupów - po rozpakowaniu nowego gadżetu okazuje się zwykle, że kosz na śmieci jest pełny - i to bez względu na to, czy zakup dotyczył mikrofonu, myszki czy słuchawek - opakowania są robione tak, że po wyjęciu produktu dalej zajmują mnóstwo miejsca i nie ma sposobu, żeby takie opakowanie w prosty sposób 'skompresować'. Oczywiście dodatkowa kwestia nie wzięta pod uwagę przez firmę, to wpływ takich opakowań na środowisko. Właściwie prawie wszystkie robione są z plastiku, a dodatku ze względu na słabą kompresowalność zajmują mnóstwo miejsca na wysypisku. Dla porównania - opakowanie zwykłej myszki za 20 PLN, do kupienia w Saturnie, to najczęściej proste tekturowe pudełko + foliowa torebka. A wydawałoby się, że to firmy oferujące produkty z wyższej półki powinny brać pod uwagę wygodę użytkownika oraz względy wpływu produktów na środowisko.

Na koniec - dla porównania - opakowanie myszki, której używam w tej chwili. Proste, małe, tekturowe, łatwo kompresowalne. Tyle, że tak ładne, że szkoda wyrzucić.

Myszka Apple

08:19, jchoinski , Skucha
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Zaangażowana Prowansja

Jeśli ktoś z was chciał kiedyś pozwiedzać Francję, to z pewnością jednym z miejsc wartych wizyty jest Prowansja . To chyba najcieplejszy region w tym kraju, w dodatku pełno w nim uroczych miasteczek z fajnymi knajpkami - idealne miejsce dla turystów szukających ucieczki od zgiełku dużych miast.

Prowansja - pola lawendy

Prowansja to również miejsce słynące z produkcji perfum - o jednej z firm z tego regionu chciałbym dziś napisać. L'Occitane en provence, to producent, który stara się powrócić do tradycyjnych metod produkcji kosmetyków. W sumie nie ma się co dziwić - akurat produkcja perfum to branża, w której już od dawna nie konkuruje się ceną, ale właśnie 'czymś więcej' - czasem jest to sławne nazwisko, a czasem powrót do natury.

Ale L'Occitane oprócz powrotu do natury robi coś jeszcze - aktywnie wspiera osoby, które jak nikt inny mogą wesprzeć firmę w produkcji najlepszych na świecie perfum. Co roku firma organizuje wyjazdy dla niewidomej młodzieży, która ma okazję uczestniczyć w procesie produkcji perfum. Dodatkowo, znaczna część produktów firmy ma na swoich opakowaniach oznaczenia wytłoczone alfabetem Braiile'a. Na początku wydawało mi się to niepotrzebne - w końcu w przypadku takich produktów wystarczy powąchać - nie sądzę, by osoba niewidoma nie była w stanie rozróżnić lawendy od magnolii. Ale z drugiej strony - próba umycia włosów balsamem do ciała lub spryskanie się na ważny wieczór żelem pod prysznic może nie być przyjemnym doświadczeniem.

Najfajniejsze jest to, że na takiej współpracy korzystają obie strony - firma (oprócz pozytywnego PR) znajduje w ten sposób potencjalnych pracowników o dość unikalnych kwalifikacjach, a osoby niewidome dostają produkty, które z ich punktu widzenia są dużo lepsze od tego co oferuje konkurencja.

07:27, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 lutego 2007
Pączki od Google

Chyba wszystkim Polakom Tłusty Czwartek kojarzy się z jednym - w tym dniu możemy bez pamięci zajadać się pączkami i faworkami. Oczywiście ja w tym roku również byłem wierny tradycji (choć nie udało
mi się zjeść tylu pączków ile mam lat - rok temu osiągnąłem ten wątpliwy sukces).

Ale nie o efektach zjedzonych pączków chciałbym dziś napisać. Otóż jedna z najbardziej znanych firm w internecie (i właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej) w tym dniu sprawiła specjalny prezent dla swoich polskich użytkowników. Na stronie www.google.pl witał nas w tym dniu taki oto obrazek:

Google - logo z pączkami

Uważniejsi użytkownicy tej wyszukiwarki z pewnością zauważyli, że od czasu do czasu Google raczy swoich użytkowników okazjonalnymi wersjami swojego logo - całkiem sporą ich kolekcję znajdziecie tutaj. Jednak z tego, co udało mi się zauważyć, po raz pierwszy firma przygotowała logo specjalnie dla Polaków - w innych wersjach językowych wyszukiwarki po pączkach nie było ani śladu. Panowie (i Panie) z Google - tak trzymać.

18:44, jchoinski , Bingo
Link Komentarze (8) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Napisz do mnie

kuba(at)choinski.pl